Salve!
2020 dla każdego z nas był rokiem w jakiś sposób niezwykłym stało się tyle rzeczy czy to pożary w Australii, czy pandemia, czy też strajk kobiet. Mam wrażenie, że początek nowej dekady swoimi ramionami objął wszystkie kraje i zmusił, by każdy obywatel na swój sposób go doświadczył.
Wiem, że dla większości to pewnie najgorszy rok. Ostatnio na instagramie natknęłam się na ciekawostkę o tym, że według Stephena Hawkingsa majowie zapowiadając koniec świata w 2012 roku pomylili się o osiem lat i, co za tym idzie to właśnie w tym roku śiat ma się skończyć.
Zmusiło mnie to do pewnej refleksji, że gdyby faktycznie świat miał skończyć się w tym roku byłoby mi cholernie smutno. Przede wszystkim dlatego, że to właśnie on, ten znienawidzony 2020 dał mi coś czego żaden jak dotąd rok mi nie zaoferował - zmianę. I oczywiście w zeszłych latach także w moim życiu mnóstwo rzeczy się zmieniało, ale wydaje mi się, że tym razem zmiana ta zaszła we mnie. I już nie tylko świat dookoła robił swoje ciągle się zmieniając i mieniąc nowościami, ale być może i ja dołożyłam do tego swoją maleńką, bo maleńką cegiełkę?
Być może popadam w patos, i z powodu zamknięcia w domu i zbliżającego się wyjątkowego czasu świąt zaczynam tworzyć sobie w głowie kolejny, niearealny obraz rzeczywistości. A może dziś lub jutro stanie się coś takiego, że będę nienawidziła z całego serca tego okresu w moim życiu? Może zmiana okaże się przekleństwem, a świat jego królestwem? Najbezpieczniej byłoby takie podsumowanie napisać w nowym roku w sylwestra, tuż po pierwszej w nocy, żebym już nie mogła nic ,,zapeszyć". Ale tym razem z czającym się w kącie lękiem przelewam myśli na bloga.
Cóż mi pozostaje? Nadzieja, że to co dał mi i wam 2020 wykorzystamy jak najlepiej. Być może były to same nieszczęścia, ale i one kształtują człowieka. I oto moje życzenie na nadchodzący rok. Gdybym mogła znaleźć się teraz przed magiczną fontanną to kurczowo ściskając w dłoni monetę wyszeptałabym "chciałabym kontynuować to co zaczęłam, proszę". Pewnie brzmi to enigmatycznie, ale napiszę w kolejnym poście o co konkretnie mi chodzi. Nie są to zmiany diametralne, być może błahe, ale w większym rozrachunku myślę, że i one zyskałby na znaczeniu.
Ah, cóż za przydługawy wstęp! A ja chciałam tylko podzielić się cytatami!
Disclaimer : niestety nie będę dzielić się tu głębokimi cytatami ze znanych dzieł kultury, a z ... pinteresta. Tak, to ten moment na śmiech, albo zamknięcie karty, ale pinterestowe cytaty mają cechę wspólną - większość jest cholernie relatable.
Jestem z natury marzycielką i pewnie w tym roku nagle nie wyjdę do świata w czerwonych szpilkach i nie zacznę spełniać moich marzeń, ale chcę mieć ten cytat w głowie, gdy będę miała to wyboru siedzenie w domu i marzenie, a choćby jakiś spacer, wyjazd do babci czy inną błahostkę! Chcę żyć żywym życiem.
W tym roku przeżyłam atak ocd. Mam nadzieję, że to doświadczenie mam za sobą. Przyniosło mnóstwo strachu, cierpienia i wyrwało mi z rąk kilka miesięcy życia bezpowrotnie je depcząc, lecz i sporo nauczyło. Jeśli wróci to chcę mieć w głowie te dwa zdania. Żyj, wnoś świadomość tu i teraz, ale nie próbuj zakrzywić rzeczywistości, nie zamartwiaj się. To co ma się stać, stanie się.
Jest to dla mnie też moje małe postanowienie by przestać romantyzować smutek i się w nim pograżać, ale wyjść do ludzi i zacząć się śmiać, może i cicho, ale wciąż!
W ostatnim czasie uważam, że postawiłam milowy krok w kierunku akceptacji i miłości do siebie. Ale chcę pokochać się jeszcze bardziej.
Dalej zdrowo się odżywiać i ćwiczyć, ale z miłości do siebie, a nie nienawiści.
Patrzyć w lustro i nie wciągać brzucha.
Patrząc na dziewczyny nie myśleć "oh, w porównaniu do nich jestem taka brzydka!", a "wszystkie się różnimy, to takie piękne!".
Po prostu otulić się ciepłem.
Obym za rok mogła spojrzeć sobie w oczy i przyznać "żyłam zgodnie z tym. Przynajmniej w 50 procentach"





Komentarze
Prześlij komentarz